Pierwsze promienie słońca pojawiały się nad taflą rozległego Morza Bałtyckiego. Wiatr szarpał moimi, i tak już zniszczonymi, kruczoczarnymi włosami... Stałam tak na klifie, wpatrzona w fale uderzające łagodnie o brzeg, próbując uspokoić nierówny oddech. Bezskutecznie. Przede mną leżała smukła kobieta. Jej rudawe włosy, mające w zwyczaju zakrywać piegowatą twarz i duże uszy, opadały na miękką, zieloną trawę. Jej tęczówki wpatrywały się w bezchmurne niebo.
Dotąd biała, elegancka bluzka, teraz rozerwana, z śladami krwi, okrywała jej zimne, martwe ciało. Co mnie z nią łączyło ? Nic. No, może tylko fakt, że to ja ją zabiłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz